LONDON DIARY: PART THREE. NOTTING HILL.

Po wymianie kilku zdań z naszą hostelową współlokatorką Vanessą okazało się, że mamy wspólny cel – odwiedzić Notting Hill. Vanessa ze...


Po wymianie kilku zdań z naszą hostelową współlokatorką Vanessą okazało się, że mamy wspólny cel – odwiedzić Notting Hill. Vanessa ze względu na sentyment do romansujących Julie Roberts i Hugh Granta, ja - przyznaję, że zakochałam się w Portobello Street i otaczających ją pastelowych domach za sprawą zdjęć zamieszkującej tam Ali z Alicepoint. Jak wspominałam w poprzednich postach, pobiłyśmy z dziewczynami wszelkie rekordy (w tym głupoty) i przez cały weekend nie skusiłyśmy się na skorzystanie ze środków transportu miejskiego. Do Notting Hill oddalonego więc od naszego hostelu ok. 10 km w linii prostej - którą brawurowo wykrzywiłyśmy - udałyśmy się nie inaczej, niż na nogach.




Jak to bywa w życiu - w każdym razie moim - właśnie kiedy wybierałam się na zdjęcia życia, baterie z aparatu okazały się rozładowane. Z pomocą przyszedł ukochany Starbucks, który skutecznie rekompensuje nieciekawy smak kawy niezawodnym wifi, odpowiednią ilością gniazdek i miękkimi fotelami. Co prawda moja torba po zapakowaniu doń aparatu, ładowarki, szpilek i całej reszty standardowych akcesoriów ważyła z 15 kilo, co przy przejściu kilkudziesięciu kilometrów nie jest bez znaczenia, ale dla zdjęć można zrobić wiele!



Siedząc przed kawiarnią i smażąc się na słońcu, które nijak nie pasowało do stereotypu o angielskiej pogodzie, ucięłam sobie pogawędkę z panią w sędziwym wieku, która z balkonikiem zasiadła przy sąsiednim stoliku. Na oko, 90-tkę miała za sobą już chwilę temu. Kiedy tylko przekraczam granice kraju staję się niezmiernie towarzyska i nawiązuję znajomości w metrze, w sklepie, w restauracji, na ulicy, wszystko jedno. Każdy napotkany człowiek innej narodowości, mówiący cudzym językiem, wydaje mi się tajemnicą do odkrycia. Gdzie się urodził, czym się zajmuje, jak to się stało, że wyemigrował - o ile wyemigrował, bo przypadkiem zdarza mi się zapoznać również tubylców ;) Jak się okazało, starsza pani pochodziła z Londynu i spędziła tu całe życie, choć coś w intonacji jej głosu i czarnych oczach zdawało się zdradzać domieszkę innej krwi. 



Odwiedziłyśmy słynny sklep na rogu Portobello z mnóstwem świetnych gadżetów w iście turystycznych cenach. Resztkami rozumu powstrzymałam się przed zakupem plakatu czy magnesu na lodówkę z kilkukrotną przebitką w stosunku do mniej popularnych miejsc.


Podczas, gdy baterie się ładowały, ja uprawiałam moje ulubione zajęcie w każdej podróży – siedziałam i obserwowałam ulicę. Notting Hill podbiło moje serce tak, jak mało które miejsce!

ph. by me & Natalia

You Might Also Like

11 komentarze

  1. oh, wow, lovely (uznanie Cassie niczym moje polskie 'spoko' :D ). Miło się wspomina, jeszcze milej będzie się wracało? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne zdjęcia, widoki i równie świetna stylizacja, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piękne zdjęcia, zauroczyły mnie i podejrzewam, że nie zataiły ani odrobiny uroku tych miejsc.

    Zapraszam tez na swojego bloga http://kwietniowaaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Beautiful photos :)
    BLOG M&M FASHION BITES : http://mmfashionbites.blogspot.gr/
    Maria V.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyjemnie popatrzeć na te zdjęcia. Jak wygram w lotka to tam zamieszkam ;)

    www.thebodyelectric.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne zdjęcia, przyjemnie się je ogląda. Twój strój również bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń

Flickr Images

UA-45510665-1