O SKRZYPKU MARNOTRAWNYM

Myślałam, że to problem nas, malutkich. Niepewnych.  - Zagrałem Chaconnę na tej imprezie o 5 rano po paru drinkach, bo lubię to wte...


Myślałam, że to problem nas, malutkich. Niepewnych. 

- Zagrałem Chaconnę na tej imprezie o 5 rano po paru drinkach, bo lubię to wtedy robić. To jedna z niewielu chwil, kiedy granie daje mi przyjemność, a nie strach - powiedział mój kolega, który występował dla Królowej Elżbiety, a w wieku nastu lat znalazł się w finale Wieniawskiego

- Słucham? Strach? Ciebie to też dotyczy?

- Oczywiście! Grać dla siebie jest łatwo, ale kiedy tylko grasz przed ludźmi, oni cię ciągle oceniają


Dwanaście lat szkoły muzycznej i kolejne pięć studiowania specjalizacji o nazwie skrzypce. Oceniają cię na każdym kroku. Na egzaminach, które doprowadzają cię do paniki, płaczu, trzęsienia rąk i nóg, do depresji po. Na każdej lekcji, na próbie orkiestry i na co dzień, kiedy ćwiczysz w sali i w toalecie. Niby każdy jest tu we własnym interesie, ale ściany Akademii mają uszy. Jeśli okażesz słabość to już po tobie. Powiedz, że zemdlałbyś gdyby kolega z roku przyszedł cię posłuchać na egzaminie, a jego obecność masz gwarantowaną. Jeśli nie jesteś silny to udawaj, że jesteś. Usłyszysz, że nie nadajesz się na muzyka i powinieneś sprzedawać marchew na targu. Nie zostaniesz zwolniony z próby dlatego, że pół roku wcześniej wyznaczono ci termin egzaminu z prawa jazdy. Muzyk to nie dostawca pizzy, auta nie potrzebuje!  



Tracisz motywację i sens. Na co te zszargane nerwy i bolący kręgosłup, na własne życzenie? Czasami tak bardzo chcesz i nic nie wychodzi. Podobno im bardziej chcesz, tym bardziej nie wychodzi... Zresztą jest tylu lepszych, tylu świetnych muzyków. Tyle rozsądniejszych zawodów, a przecież w filharmonii zarobisz podobnie, jak w Biedronce na kasie. Tracisz wiarę.


I wtedy nadchodzi impuls, spada grom z jasnego nieba. Znajdujesz się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, niby przypadkiem. O piątej rano, na imprezie, żeby odreagować po tysiącu godzin prób, On wstaje i zaczyna grać Chaconnę Bacha. Ot tak, bo lubi. Zamykasz oczy. Boisz się oddychać, by nie zmącić piana tak pięknego, jakby nie człowiek wydobywał je z instrumentu, a jakieś boskie stworzenie. Po chwili ściska się twoje serce i lecą niepowstrzymywane łzy. Całe to piękno cię przerasta, każdy dźwięk kipi od emocji. Jak mogłeś zwątpić w miłość do muzyki. Nie ćwiczysz tyle, ile trzeba, nie grasz tak dobrze, jak powinieneś. Zasypiasz z Chaconną w uszach, przepełniony inspiracją. Wstajesz rano i idziesz ćwiczyć. Ciekawe, na ile wystarczy ci zapału tym razem. Do następnej chwili zwątpienia. 


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Do wszystkiego trzeba wiary i wytrwałości, nawet mimo rzucanych pod nogi kłód.

    PS. Przepięknie wyglądasz w tym kombinezonie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo, że nie do końca treść posta mnie dotyczy to zgadzam się z każdym słowem. Nie wszystko jest logiczne i wytłumaczalne, szczególnie jeśli motywowane jest pasją i miłością. Jednak sam fakt posiadania tejże pasji jest bezcenny i to on stanowi główną nagrodę i rekompensatę za włożony w pracę trud.

    OdpowiedzUsuń

Flickr Images

UA-45510665-1