JA I MOJE SKRZYPCE - HISTORIA PEWNEJ ZNAJOMOŚCI

I always talk about fashion on my blog... because it's a fashion blog, hah. But it's not actually my mainly passion and hobby. I pl...

I always talk about fashion on my blog... because it's a fashion blog, hah. But it's not actually my mainly passion and hobby. I play the violine since I was eight (and I'm not as young as I look) so why not to post about music sometimes? It has begun in may 1997 on my best friend's Bday party. After we got drunk off a non-alcoholic champagne, Sandra played something on her violine and it was the momen changing all my life. I returned home and didn't stop saying "Mummy, Daddy, I want to play violine, I HAVE TO, please, please" for the next couple of weeks. I've been already a student of the primary school and as I said it was may, so it sounded irrational that I want to go to music school right now. My parents thought it's just a kid's phantasy and I'll forget soon, but I wasn't going to forget ever. After the years my Mum told me, she asked her friend what to do and this lady said "what would you do if she come to you in 20 years and ask why didn't you let me play the violine when I was young?!". So my parents have found a violist playing in orchestra who agreed to teaching me (and viola is this "bigger violine" ;)). We spent one month on torturing each other and I've passed the exam to the second class. I'd never forget how huge was my joy and hapinness at this moment, it has never repeat again. Now I'm working on my master thesis on the Academy of Music in Cracow, after I've played my diploma recital. I am and I will always be thankful for those who made me doing this. It's not easy to be a musician because it means you must practising every single day, doesn't matter if you're ill or sad or depressed by your boyfriend who just broke up with you, or your hamster which has already died... but nothing gave me that much beautiful emotions, tears, friendships, travels and adventures, as playing. And parties of course, hah. Maybe I'll post one day some of my recording here, what do you think? And what about your hobbys and occupations, guys? :) 
P. S. Sorry for my english.
P. S. 1. The picture below is taken 2 years ago, so, you know... ;)


zdjęcie sprzed dwóch lat - sami rozumiecie... ;)

Wiele razy zastanawiałam się nad powstaniem takiego postu i nigdy nie doszło to do skutku, aż tu nagle naszła mnie ochota na taki spontaniczny wpis. Może akurat was to zainteresuje. A może nie ;) Na blogu skupiam się tylko na modzie/ubraniach, ale nie samymi szmatkami w końcu człowiek żyje. Ja żyję głównie skrzypcami.


Wszystko zaczęło się w maju 1997 roku na urodzinach mojej przyjaciółki z przysłowiowej piaskownicy. Do piaskownicy chadzamy już znacznie rzadziej, ale przyjaźnimy się do dziś. Starsze rodzeństwo Sandry uczęszczało do szkoły muzycznej położonej w sąsiednim mieście, w końcu i ona poszła w ich ślady. Wiedziałam o tym, ale nigdy dotąd nie miałam styczności z żywym instrumentem, nie wzbudzało to więc mojego szczególnego zainteresowania. Na swojej imprezie urodzinowej jako jedną z atrakcji (zaraz po szampanie Piccolo) Sandrusia zaplanowała swój mały występ ze skrzypcami. Nie pamiętam tego konkretnego momentu, pierwszego dźwięku skrzypiec - pamiętam tylko z opowieści, że odkąd wróciłam do domu, przez kilka najbliższych tygodni nie przestawałam mówić "mamo, tato, ja chcę grać na skrzypcach, ja po prostu muszę, błagam!". Byłam już wtedy uczennicą pierwszej klasy zwykłej szkoły, był to - jak już wspominałam - maj, zatem moje prośby o posłanie mnie do szkoły muzycznej wydawały się być absurdalne. Rodzice oczywiście traktowali to jak zwykły dziecięcy kaprys, o którym za chwilę zapomnę, ale nie zapominałam. Po latach mama opowiedziała mi, jak to pytając o radę swoją koleżankę usłyszała w odpowiedzi "co zrobicie, jeśli ona za dwadzieścia lat wypomni wam, że nie pozwoliliście jej grać na skrzypcach, choć tak bardzo chciała?". W szkole muzycznej pani w sekretariacie popukała się w głowę na wieść, że chciałabym zdawać za miesiąc do drugiej klasy, choć jeszcze nie zaczęłam grać... ale zamierzam się nauczyć. Mama i tata poruszyli niebo i ziemię, znaleźli altowiolistę z filharmonii, Pana Franka, który zgodził się udzielać mi lekcji (na wszelki wypadek - altówka to "te większe skrzypce" ;)). Przez ten miesiąc wzajemnie katowaliśmy się ćwiczeniami, nauką nut i moim zarzynaniem strun. Zdałam. Tę radość pamiętam do dziś - już nigdy później nie powtórzyła się po żadnym występie. Odtąd ja i moje skrzypce byliśmy w końcu razem, a dwadzieścia lat później rodzice przyjechali posłuchać mojego recitalu dyplomowego kończącego studia w Akademii Muzycznej w Krakowie :) Pan Franek natomiast wpadł kilka lat wcześniej na dyplom kończący szkołę. Czasami spotykamy się przypadkiem, a moja wdzięczność i sentyment do pierwszego nauczyciela muzyki są nieopisane.


A tak wygląda skrzypek po wielu godzinach grania...

Wiele razy zastanawiałam się, jak wyglądało by moje życie i kim byłabym, gdybym nie zaczęła grać na skrzypcach. Pewnie zabrzmi banalnie i patetycznie, ale nie byłabym tym, kim jestem - muzyka ukształtowała mnie tak, jak nic innego. Środowisko muzyków klasycznych jest specyficzne, szkoła była specyficzna, studia też. W ciągu siedemnastu lat obcowania ze skrzypcami miałam jakieś tysiąc pięćset sto dziewięćset momentów, kiedy chciałam to rzucić i mieć święty spokój. Instrumentalistą jest się 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, lista poświęceń i wyrzeczeń dla muzyki jest naprawdę długa. Pamiętam, jak moja koleżanka skrzypaczka co roku martwiła się już na kilka miesięcy przed swoimi urodzinami, że jeśli wyprawi z tej okazji imprezę, nie będzie mogła tego dnia poćwiczyć, a urodziny miała zaledwie na miesiąc przed egzaminami kończącymi rok szkolny. Bo ćwiczy się codziennie. Dzień w dzień, czy boli głowa, czy palec, czy masz okres czy grypę, czy rzucił cię chłopak, czy zdechł pies. To nie ma znaczenia, gdy wychodzisz na scenę, publiczność nie pyta, czy miałeś odpowiednie warunki i czas, aby się przygotować. Mało tego, nikt nie pyta, ile procent umiejętności udało ci się zaprezentować podczas tej jednej szansy, którą dostałeś na scenie. Nieśmiertelny tekst uczniów opuszczających salę egzaminacyjną brzmiał "gdybym mógł tam jeszcze raz wejść i zagrać tak, jak potrafię!". Tak, jak w sporcie - możesz przygotowywać się do olimpiady 10 lat i spieprzyć ten jeden bieg, lub akurat złamać nogę kilka dni wcześniej. Ryzyko zawodowe. Naprawdę nie miałam zamiaru narzekać, nie wiem czemu tak wyszło! Gra na skrzypcach dała mi oczywiście też mnóstwo radości, wzruszeń, znajomości, przygód, podróży... Kończę na dziś, żeby was całkiem nie zanudzić. Ciekawe, czy zainteresowałoby was wstawienie kiedyś na bloga fragmentu mojej gry? 

A jakie są wasze pasje, talenty, zawody? :)

You Might Also Like

23 komentarze

  1. Ja pasja? Kiedyś owszem gitara, ale czasem też ;)

    http://tinnqu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam skrzypce:)Piękny dźwięk

    OdpowiedzUsuń
  3. śmieszna ta przypadkowość losu. w każdej tego typu historii jest zawsze mnóstwo "co by było gdyby...". Może byłabyś teraz wziętą dziennikarką/ poetką/ pisarką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może nawet miałabym jakiś normalny zawód z godną pensją, wolnymi weekendami i opłaconym ZUSem, kto wie ;))

      Usuń
    2. przyznam, że nie przyszło mi to do głowy ;-)

      Usuń
  4. Great post :-) xx

    NEW POST :
    http://katycolorfulfreak.blogspot.com/2014/06/colorful-details.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post :)


    marchthe1st.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze zdjęcie baardzo mi się podoba :), dlatego tym bardziej zachęcam do dodania zdjęcia na portalu, który w tym celu powstał www.cassual.pl :)

    Jak polubisz fanpage też się nie pogniewam www.facebook.com/portalcassual

    OdpowiedzUsuń
  7. I think that hearing the beautiful music made by the violin at that party was a monumental moment in your life. It is so wonderful that your mom granted your wish to play the violin. It is so apparent that music is a passion for you. Thanks for sharing that part of your life.

    Sharon
    http://www.afashioncrowd.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dear Sharon, thank you for this comment :) I'm glad you enjoyed this post. Hugs!

      Usuń
  8. I think that hearing the beautiful music made by the violin at that party was a monumental moment in your life. It is so wonderful that your mom granted your wish to play the violin. It is so apparent that music is a passion for you. Thanks for sharing that part of your life.

    Sharon
    http://www.afashioncrowd.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze zachwycam się osobami, które grają na skrzypcach. Sama kiedyś chciałam próbować, ale to jednak całkowicie nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej !
    Masz bardzo ciekawy blog. Chciałam Cie zaprosić na mój blog. Jeśli tylko chcesz możemy dodać się do obserwowanych. Pozdrawiam http://jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapodaj linka do swoich kawałków, proszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie nie mam w necie niczego, co by się nadawało do chwalenia ;) Planuję wrzucić nagranie z dyplomu, ale od 3 miesięcy zabieram się za znalezienie programu do przegrania tego na komputer ;)

      Usuń
  12. co to za koszmarne "buty"? masakra!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. Oj tam, fajnie wyglądały - gorzej, że tak mnie obtarł ten plastik, że resztę tego dnia spędziłam chodząc boso, a potem od razu się ich pozbyłam, brrrrr ;)

      Usuń
  13. Ja akurat nie wyobrażam sobie mojego życia bez fortepianu! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Grasz na skrzypcach? :) To tak jak ja!!!!! :) Ja juz ucze sie 10 lat :) wiec granie wydaje mi sie dosyc proste a jak jest u ciebie??
    www.agnes-malinowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Flickr Images

UA-45510665-1