HISTORIA PEWNEGO WIELORYBA: JAK SCHUDŁAM 18 KG

Sorry for the short translation, this post is just about how I lost 18 kilos :) Three years ago I've been even more fat then on the lef...

Sorry for the short translation, this post is just about how I lost 18 kilos :) Three years ago I've been even more fat then on the left picture, but I couldn't find a worse picture... 

zdj. po lewej: Salvatore Carpentiero


Postanowiłam dodać ten wpis z dwóch powodów. Po pierwsze, sama miliony razy przetrzepywałam internet poszukując motywacji w postaci czyjejś metamorfozy, po drugie, marzyłam wtedy, że i ja będę kiedyś mogła pochwalić się takimi efektami. To się chwalę :) Nadal mam trochę do zrzucenia tu i ówdzie, to nie jest efekt docelowy, ale myślę, że widać różnicę. Powyższe zdjęcie to wcale nie jest szczyt moich ówczesnych możliwości, potem ważyłam jeszcze więcej, ale "grubszego" nie udało mi się znaleźć z oczywistych względów - wszystkich najgorszych ujęć pozbywałam się na bieżąco. 


Wielorybem być

Nie mam genetycznych predyspozycji do bycia szczupłą, jeśli popatrzeć na moją rodzinę. Zawsze byłam pączkiem, choć wielokrotnie chudłam... i z powrotem tyłam. Nie będę się rozpisywać o wynikających z tego kompleksach - kwestia znana każdemu, kto musi walczyć ze swoją wagą. Kiedy już pogodziłam się z tym, że nigdy nie pokażę się na plaży w stroju kąpielowym i do końca życia będę w 40-stopniowym upale udawać, że wygodnie mi w długich jeansach, ku swojemu zaskoczeniu, jako stara baba (zbliża się ćwierćwiecze) doszłam do rozmiaru 34, o którym nawet nie marzyłam. 

Just do it

Pamiętam ten dzień. Siódmego listopada 2011 roku postanowiłam sobie, że będę szczupła, a rok później ważyłam o 12 kg mniej. Kiedyś, czytając ten tekst, w tym momencie załamałabym ręce i spytała "pff, tylko 12 kg w rok? ja muszę tyle schudnąć w 3 miesiące!" - ale zaraz, zaraz. Nie zliczyłabym, ile razy w życiu szybko schudłam. Tyle samo, co potem szybko przytyłam. Robiłam plany, rozpiski, silne postanowienia zmiany trybu życia o 180 stopni. Ba, obliczałam, ile schudnę do: sylwestra/świąt/urodzin/wakacji - w zależności od okazji. Oczywiście nigdy nie udało mi się dotrzymać tego założenia, a każda kolejna nieudana próba zwiększała tylko frustrację. Tamtego dnia natomiast nie zrobiłam żadnego harmonogramu, nie kupiłam karnetu na siłownię, nie wyrzuciłam z lodówki wszystkiego nie przypominającego zielonej sałaty, a nawet nie obliczyłam, ile kilogramów schudnę przez najbliższy miesiąc. Postanowiłam po prostu, że wygram ze sobą i będę szczupła, nic więcej. Od tamtej pory baaardzo wolno, lecz nieustannie, zmniejszam swoje gabaryty (z małą przerwą na urodzenie dziecka ;)), a jedyne, co zmieniłam, to myślenie. Nie byłam na żadnej tymczasowej diecie, a zmieniłam nawyki odżywiania i podejście do kwestii jedzenia.


Walczymy z sobą, nie z czekoladą

Nie jestem psychologiem, ale nie mam wątpliwości, że osoby walczące z nadwagą toczą walkę nie z czekoladą i pizzą, a ze swoją psychiką i emocjami. Obżerając się zabijamy nudę, karzemy się za niepowodzenia lub się po nich pocieszamy, usprawiedliwiamy się mówiąc, że to jedna z niewielu przyjemności w naszym życiu. Pamiętam sytuację, która była jednym z bodźców do zmiany. Jedząc jak zwykle coś o kaloryczności oscylującej wokół miliona powiedziałam na głos, że właściwie nawet mi to nie smakuje, a koleżanka zapytała "jak ci nie smakuje, to po co jesz?". Ha! Długo szukałam odpowiedzi na to pytanie, kilka tygodni lub miesięcy. Jadłam z przyzwyczajenia, tak o, po prostu, żeby coś zjeść; nie dlatego, że byłam głodna. A teraz jem wszystko, na co mam ochotę i niczego sobie nie odmawiam - brzmi, jak kiepska reklama tabletek na odchudzanie, ale to prawda. Zwracam uwagę na to, co jem, zastanawiam się, na co naprawdę mam ochotę, i co się okazuje - wcale nie mam ochoty na pożarcie całej lodówki (i to jeszcze z zawartością ;)). Jeśli coś bardzo kalorycznego śni mi się po nocach - w końcu pozwalam sobie na to, oczywiście w rozsądnej ilości. Kocham jedzenie i nigdy nie mogłam wytrzymać na żadnej diecie pozbawionej smaku i pozbawiającej przy okazji chęci do życia. 


Dobra dobra, dawaj konkrety!

Co jem? Wszystko, poza: białym makaronem, chlebem i ryżem - wszystko to spożywam w wersjach pełnoziarnistych. Kawę słodzę słodzikiem - wiem, że niezdrowo, ale gorzkiej nie zdzierżę. Oczywiście od chipsów, hamburgerów i innych paskudztw trzymam się z daleka, ale nie brakuje mi tego ani trochę. Nie mogę żyć bez słodyczy, więc prawie codziennie jem: kilka kostek czekolady/małego loda/croissanta. Raz na jakiś czas piekę ciasto czy muffinki, starając się w miarę możliwości zastąpić składniki mniej kalorycznymi: zamiast śmietany - gęsty jogurt naturalny, zamiast białego cukru - oczywiście brązowy. O tortach z kremem czy innych napoleonkach nie ma mowy, ale nawet za nimi nie przepadam. Mięso jem codziennie (kocham), ale już zapomniałam, co to panierka. Ochotę na słodycze zaspokajam też jogurtami owocowymi i colą zero (nigdzie nie twierdziłam, że odżywiam się super zdrowo ;)). Jem co kilka godzin i nie trzymam się żadnego nie jedzenia po 18, to bujda na resorach - no chyba, że chodzicie spać o 21. Czasami do chrupania, jako alternatywę dla chipsów, kupuję popcornowe krążki lub paprykowe, pełnoziarniste "ciasteczka". Nie piję słodzonych soków, z napojów gazowanych tylko czasami wspomniana cola light. Szczęśliwie, mam w domu wielkiego pasjonata kuchni - tatę, który piecze na przykład niskokaloryczną, cieniutką pizzę z pełnoziarnistej mąki - uwielbiam! Jeśli chodzi o alkohol (spożywany przeze mnie w ilościach śladowych) to przekonałam się do czerwonego, wytrawnego wina, które jest o wiele mniej kaloryczne od piwa i drinków. 


Trochę się rozpisałam, więc kończę już. Mam nadzieję, że nie zanudziliście się na śmierć! Miłego wieczoru :)

You Might Also Like

53 komentarze

  1. Super sprawa kochana 111

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz wyglądasz naprawdę świetnie. Ja w obu ciążach przytyłam po 17 kg-po pierwszej zniknęły błyskawicznie, a teraz już nie jest tak łatwo, nie jest źle, ale to nie to co było. Z tym, że się nie poddaje i staram się ćwiczyć plus teraz spacerki z wózkiem, na diety powiem szczerze nie mam jakoś siły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Oj, dźwiganie wózka to prawie jak sport ekstremalny (przynajmniej na 3 piętro ;)) Trzymam kciuki, sama też chcę się zabrać za bardziej regularne ćwiczenia, bo grama mięśnia nie uświadczysz ;)

      Usuń
  3. świetny post i gratuluje że udało Ci się uzyskać odpowiednią wagę i przy tym zdrowo się odżywiać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka zmiana ;o Podziwiam takich ludzi jak ty :) Ja możę aż tak bardzo odchudzania nie potrzebuje ale przed wakacjami chciałabym zgubić zbędne kalorie bo przecież jak się pokażę w bikini na plaży ? Pozdrawiam ! Buziaki :*

    http://brofashionkilla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mnie też daleko do "formy bikini", Mel B idzie w ruch ;))

      Usuń
  5. Też schudłam z 10 kg jednak w ciągu 3 miesięcy właśnie ale później wróciło mi z powrotem 3-4 kg i teraz jest idealnie, co prawda genetycznie nie mam skłonności do tycia a jednak się doprowadziłam do niezadowalającego wyglądu, Podziwiam cię, naprawdę! Ja nie umiem sobie odmawiać za wiele, jedynie niejedzenia wieczorem i ziemniaczków :D

    OdpowiedzUsuń
  6. No gratuluje Silna wola i chęci to najważniejsze. Wygladasz fantastycznie i to jeszcze po urodzeniu dziecka Wow

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję z całych sił, tak trzymaj!
    Choć jako "bardziej stara baba" pamiętam jeszcze, że w Twoim wieku chudnie się bardziej na zawołanie, niż po 40 kiedy to już naprawdę jest walka z organizmem i siłą woli (może jeszcze jeden batonik nie zaszkodzi .... )
    pozdrawiam bardzo, Małgosia 44

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! "Bardziej stara baba" - haha, tak naprawdę obie jesteśmy jeszcze młodziutkie ;) Zdaję sobie sprawę, że potem jest trudniej, ale na pewno do zrobienia. Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Wspaniale efekty, motywacją i ty ! Super

    OdpowiedzUsuń
  9. zmiana jest widoczna, nawet bardzo. ;) Ja moją walkę toczę od zeszłego roku, przy czym zaczęłam bardzo źle - pół roku głodówki, a później pół roku wychodzenia z tego shitu i powrót do normalności, wyzbycie się wszystkich czarnych myśli i wprowadzenie na nowo normalnych nawyków żywieniowych. Natomiast od 5 miesięcy ćwiczę, zdrowo się odżywiam, motywuję siebie i innych. ;) Fajnie jest czytać, że ktoś osiągnął chociaż odrobinę swój cel i się zmienia, to zawsze mnie podnosi na duchu.

    Gratuluję Ci i życzę dalszych sukcesów na tym polu ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Najważniejsze, że wróciłaś na właściwą drogę :) Naprawdę lepiej chudnąć wolno, ale skutecznie, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość, ale jaka potem satysfakcja :) Trzymam kciuki!

      Usuń
  10. Zawsze mnie zdumiewa jak w zasadzie niewiele trzeba by osiagnac jakis cel. Slowem klucz zawsze jest systematycznosc, ale dlaczego, skoro to wiem, jedyne co robie systematycznie od zawsze to mycie zebow? :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ćwiczysz coś?
    Ja od trzech dni nie jem słodyczy, żeby zrzucić oponkę z brzucha przed wakacjami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to trzymam kciuki, żebyś wytrwała :) Zaczęłam ćwiczyć ok. 3 miesiące temu (wcześniej nie mogłam po cesarce) głównie Mel B, czasem Chodakowska, czasem coś pobiegam, ale za rzadko, żeby osiągnąć pożądany efekt - właśnie mam silne postanowienie poprawy w tym zakresie, oczywiście przed wakacjami ;)

      Usuń
  12. Gratuluje wygranej walki o siebie ! Ja niestety wciąż walczę z samą sobą, co prawda po ciąży również bardzo schudłam bo aż 10 kilo ale teraz wszystko wróciło i jakoś motywacji mi ostatnio brak ;/

    pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Trzymam za ciebie kciuki, wszystko jest możliwe przy odpowiedniej motywacji :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  13. Gratuluję, dobrze wyglądasz! Ale nie chudnij bardziej - rozmiar 34 i tak wydaje się już malutki, łatwo przekroczyć granicę. Na tym etapie, na którym jesteś - podziwiam, szczerze :) Brawo dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję za miłe słowa :) Rozmiar rozmiarem, niestety przy moim wzroście trudno o "wygląd sarenki" ;) Widać każdy kilogram.

      Usuń
  14. gratulacje, wyglądasz pięknie. ale nie zgadzam się, że ćwierćwiecze to starość. ;p bo ja już jestem mamutem w takim razie. ;<
    a tak serio, to naprawdę godna podziwu metamorfoza, zwłaszcza jeśli jeszcze w międzyczasie urodziłaś dziecko. naprawdę, tylko gratulować i zazdrościć. :)
    pozdrawiam.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Różnica jest ;)

    http://tinnqu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratuluję odmiany!
    _______________
    Może zainteresuje cię blog modowy i nie tylko? Dopiero się rozkręcam! Zapraszam do komentowania i obserwowania :) >> http://suzanne-black.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Z pewnością tym postem zmotywujesz wielu ludzi, którzy walczą ze swoimi kilogramami. Twoja historia dużo bardziej inspiruje niż kolejny "doradczy" artykuł w stylu , jak schudnąć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. niesamowite - ja schudłam po studiach 15 kilo i to też nie jest różnica między teraz, a moją najwyższą wagą :P ale u mnie przemiana nie jest tak spektakularna, bo ogólnie jestem duża :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, na pewno zmiana jest duża!

      Usuń
  19. Gratulacje :D
    Ja schudłam prawie 30 kilo, wyglądałam o wiele gorzej, ale nie poddałam się i pokazałam samej sobie, że potrafię :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak się mówi "dla chcącego nic trudnego" gratulacje!:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Gratuluję wytrwałości :) Mi niestety jej brakuje, w szczególności jeżeli chodzi o słodycze więc niestety wyglądam tak jak wyglądam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i trzymam kciuki też za ciebie! :)

      Usuń
  22. Bardzo fajny artykuł - ciekawie i dobrze napisany. Gratuluje nie tylko osiągnięcia celu, ale i tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, dziękuję, zrobiło mi się bardzo miło :)

      Usuń
  23. po pierwsze gratulacje :) chciałabym mieć taką silną wolę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Gratulacje, fantastyczna historia. Prosze tylko Madziu, odstaw prędko słodzik. Lepiej to http://pl.wikipedia.org/wiki/Ksylitol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Spróbuję, o ksylitolu słyszałam, ale próby zastąpienia słodzika zakończyłam na spróbowaniu paskudnej stewii ;)

      Usuń
    2. Ksylitol jest pyszny! Smakuje jak cukier, ale ma zupelnie inny sklad chemiczny, dlatego nie powoduje zadnych efektow ubocznych tj. podwyzszenie cukru we krwi po ktorym to ma sie jeszcze wieksza ochote na slodycze lub przybywanie na wadze-poprzez nietrawienie go w organizmie i powodowanie zlych bakterii w Naszym najdluzszym organie ;)

      Usuń
    3. Dobrze to brzmi, na pewno wypróbuję, dzięki :)

      Usuń
  25. gratuluje. ja wlasnie w trakcie czwartego dnia dukana. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale Dukan to chyba nie jest dobry wybór - radziłabym ci poczytać w necie o skutkach tej diety.

      Usuń
    2. Dukan to zło! wyniszcza organizm, moja koleżanka trafiła przez tą dietę do szpitala :P serio serio, bez przesady

      Usuń
  26. Gratulacje. Sama staram się coś ze sobą zrobić i powoli widzę malutkie efekty mojej pracy i mam nadzieję, że motywacja taka jak teraz urzyma się jeszcze przez długi czas. Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    http://likeaskyskyscraper.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. motywujesz:) bardzo bardzo, gratuluję przemiany i silnej woli:*

    OdpowiedzUsuń
  28. Ogromne gratulacje! Motywujesz :) Ja teraz właśnie jestem na etapie odchudzania, jem zdrowo, a przede wszystkim mniej niż dawniej i widzę efekty. Jem głównie warzywa, owoce, nabiał, chude mięso i ciemne pełnoziarniste pieczywo, a do tego piję dwa litry niegazowanej wody źródlanej. Dodatkowo stosuję Doppelherz aktiv Morwa Slim Efekt i przez kilka miesięcy jest mnie mniej o całe 10 kilogramów, jestem zadowolona z tego efektu, jeszcze ze trzy czy cztery kilogramy i osiągnę swój wymarzony cel :)

    OdpowiedzUsuń

Flickr Images

UA-45510665-1